18 lipca 2015

Wyspy Książęce i Stambuł cz.2

Dzień 3.
Tego dnia po śniadaniu wyruszamy na łono natury z zamiarem kąpieli morskich i leniuchowania na plaży. Mając w pamięci niezliczone plaże na wyspach greckich zaopatrujemy się w odpowiedni osprzęt. Autobusem #152 jedziemy do metra Haciosman, stamtąd na Taksim, skąd kolejką Füniküler zjeżdżamy na przystań Kabataȿ. O 10:30 statek pod banderą Șehir Hatlari zabiera nas na Wyspy Książęce. Rejs odbywa się w ramach komunikacji miejskiej; automat przy wejściu na przystań pobiera nam po 3,8 tl z karnetu komunikacyjnego Istanbul Kart.

Ten stateczek sfotografowaliśmy z pokładu naszego promu; w tel po prawej Wieża Leandra - bizantyjska latarnia morska
Statki kursują regularnie nie tylko na Wyspy Książęce, ale i w innych kierunkach, zapewniając połączenia między europejskim i azjatyckim brzegiem, dzielnicami nad Złotym Rogiem i nad brzegami Bosforu. Główne przystanie to Beșiktaș i Kabataș nad Bosforem, Karaköy i Eminönü nad Złotym Rogiem oraz Üsküdar i Kadiköy na azjatyckim brzegu nad Morzem Marmara. Rejsy obsługuje kilku armatorów – główny to wspomniany Sehir Hatlari, którego statki i promy samochodowe kursują z precyzyjną punktualnością.
Statek zawija najpierw do portu Kadiköy na azjatyckim brzegu, a następnie mknie w kierunku archipelagu, oddalonego 8 mil morskich (ok. 12 km) os miasta. Do najbliższej z wysp, Kinaliady, przybija po niecałej godzinie. Kolejne: Burgazada, Heybeliada i Büyükada oddalone są o kwadrans rejsu jedna od drugiej. Tak w ogóle ada to po turecku wyspa (w tym języku łączy się wyrazy podobnie, jak np. w niemieckim) – toteż poprawnie mówi się np. wyspa Kinali.
O Wyspach Książęcych wiadomo, że są objęte absolutnym zakazem ruchu samochodowego (jeździ po nich 5 pojazdów: wóz policyjny i strażacki, karetka pogotowia, śmieciarka i samochód dostawczy). Bardziej precyzyjnie chodzi o pojazdy spalinowe. Mieszkańcy przemieszczają się za pomocą skuterów i wózków elektrycznych, rowerów, dorożek i pieszo.

Z przewodnika:
Pierwsze ślady historyczne na wyspach pochodzą z czasów hellenistycznych. W 1930 r. w pobliżu cmentarza greckiego odkryto złoty skarb 207 monet z czasów Filipa II Macedońskiego (dziś w muzeum archeologicznym w Stambule). W czasach bizantyjskich na wysepkach, zwanych wtedy wymownie: Papadonisia („Wyspy Mnisie”) stały liczne monastyry, będące czasem miejscem schronienia cesarzy podczas dziejowych zawieruch. W niespokojnych czasach piratów arabskich i krucjat bezbronne wyspy były napadane i niszczone. Z czasem oprócz mnichów na Wyspach Książęcych zamieszkali liczni Grecy: żeglarze, kupcy i rybacy i Żydzi. Wyspa Kinali została prawie całkowicie skolonizowana przez Ormian. Po upadku Konstantynopola na wysepkach zaczęli osiedlać się również Turcy. Kosmopolityczna społeczność Wysp Książęcych żyła zgodnie przez wieki aż do II XX wieku, kiedy zaczęły się tragiczne czasy pogromów i wypędzeń. Na fali konfliktu cypryjskiego, w wyniku prowokacji z podłożeniem bomby w konsulacie tureckim w Salonikach, 7 października 1955 r. organizacja o nazwie „Cypr Jest Turecki” zmobilizowała tysiące młodych robotników i studentów do pogromu greckich mieszkańców Stambułu. Niszczyli oni sklepy i firmy greckie, bezcześcili kościoły. Wielu Greków zostało pobitych (niektórzy na śmierć) i na siłę obrzezanych, kobiety zgwałcone. Pogrom zakończył się wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Przez następnych kilka lat trwała kampania bojkotu greckich przedsiębiorstw, która doprowadziła do zakazu wszelkiej działalności gospodarczej osobom z greckim paszportem, w wyniku czego Turcję opuściło 40 tys. Greków. Uciekinierzy mogli zabrać ze sobą 20 kg rzeczy osobistych i 22 dolary gotówki. Ich własność została skonfiskowana przez państwo tureckie. Grecka społeczność Stambułu zmalała z 80 tys. do 48 000 w 1964 r. i 2500 obecnie. Od kilku lat oficjalne stosunki turecko-greckie ulegają ociepleniu, a rządząca Partia Rozwoju w tym roku oficjalnie zaprosiła wypędzone mniejszości (także Ormian i Żydów) do powrotu do kraju.
Temat dramatycznych losów współczesnych mieszkańców Wysp Książęcych porusza piękna etiuda dokumentalna nakręcona przez Anastasiosa Papapostolou w 2009 r. 


Kinali 
Kinaliada

Kinali: meczet? Tak.
Pierwsza wyspa, do której przybija prom, nazywa się Kinali („Hennowa”), po grecku adekwatnie: Proti („Pierwsza”) i ma powierzchnię 1,3 km² i zamieszkiwana jest przez ok. 3 tys. osób. Na jej powierzchni wznoszą się 3 stumetrowe wzgórza. To na południowym skraju wyspy zwieńczone jest zabudowaniami monastyru Christos Sotirios. Można zwiedzać ją wyłącznie pieszo lub na rowerze – dorożki tu nie dotarły. Turecka nazwa nawiązuje do rudych skał; w starożytności wydobywano tu ponoć miedź i żelazo. Nad portem góruje kopuła greckiej cerkwi p.w. Narodzenia NMP (Genissia Theotokou) zbudowanej w 1886 r. Stoi ona przy ul. Cinarli Kösk. Uroczyste panigiria, odbywające się tutaj 7-8 grudnia, przyciągają licznych Greków z różnych stron świata. W pobliżu Grecy zbudowali w latach 1860-tych szkołę elementarną. Nieopodal, przy ul. Narcicegi, stoi ormiański kościół Surp Kirkor Lusavoric z poł. XIX w., pod wezwaniem Oświecenia św. Grzegorza. Ormianie byli pierwszą nacją, która skolonizowała opuszczoną w czasach osmańskich wyspę w latach 1830-tych. Ormianie założyli tu również szkołę.
Na wybrzeżu na południe od przystani stoi niezwykły nowy meczet z 1953 r. zbudowany w 500-lecie zdobycia Konstantynopola...

Kinaliada z białym nowym meczetem w głębi
Wśród atrakcji turystycznych wyspy jest Monastyr Christos Sotirios (Hristos) i cmentarze na cypelku na południe od monastyru. Wschodnia połowa Kinali jest zaludniona, zachodnia porośnięta lasami. Plaże (przeważnie dość wąskie i kamieniste) ciągną się prawie naokoło całej wyspy.
Nie schodzimy na ląd na Kinali, co okazuje się największym błędem naszego wypadu. Dlatego, że, jak się później okazało, jest to najbardziej „uplażowiona” wśród Wysp Książęcych. A naszym dzisiejszym celem było właśnie plażowanie. Jednakże na widok wąziutkiej, pełnej leżaków i parasoli plaży w pobliżu przystani mówimy „pas”.

Burgaz

Dopływamy do Burgaz.
Postanawiamy zejść na ląd na wyspie Burgaz, o greckiej nazwie Antigoni. Ma ona 1,5 km ² powierzchni, a po bardziej ucywilizowanej, wschodniej stronie stoją mniej i bardziej okazałe wille i domostwa należące do ok. 1500 stałych mieszkańców. Ponoć po wygnaniu Greków na wyspę sprowadzili się intelektualiści, artyści i bogacze ze Stambułu.


Burgazada: przystań i zielone wzgórza w tle


Po Burgaz kursują dorożki, ale też rowery i różnego rodzaju małe pojazdy o napędzie elektrycznym. Przewodniki piszą, że Burgaz jest najmniej skomercjalizowana, zamieszkiwana przez licznych intelektualistów, elegancka i pełna szyku.
Burgazada; stare wille

Ma dwie bazy wodniackie (na południe od portu), gdzie można wypożyczyć motorówkę i kilka zabytków. I parę plaż. Z pewnością nie warto zwiedzać jej na piechotę, jak my próbowaliśmy to zrobić, lecz wziąć dorożkę i pojechać do Kalpazankaya po zachodniej, dzikiej stronie wyspy. Po drodze można wypatrzyć sobie jakąś plażę na północnym lub zachodnim wybrzeżu. Kalpazankaya to znakomita nadmorska tawerna na cypelku skalnym, której atutem jest zarówno kuchnia (ryby, owoce morza, jagnięcina, sałatki, meze), jak i niesamowite widoki na morze. U stóp klifu z tawerną jest cypelek z dwiema plażami w zatoczkach. Ponad nią, na wzgórzu Hristos, najwyższym (170 m) i jedynym na wyspie, stoi bizantyjski monastyr Przemienienia Pańskiego, według legendy zbudowany na miejscu antycznej świątyni. Ze wzgórza roztaczają się szerokie widoki.
Na północnym wybrzeżu wyspy, dokąd prowadzi uliczka Günöllü z portu, stoi inny grecki monastyr, Agios Georgios Karyptis, z katholikonem z 1897 r.

Burgazada: kościół Agios Ioannis

Najokazalszym zabytkiem w miasteczku Burgaz jest monumentalny grecki kościół Agios Ioannis, stojący na szczątkach świątyni z IX w. i bizantyjskiej baszty obronnej. Dzisiejsza bryła kościoła pochodzi z 1899 r. Przy uliczce Takim Aga (pierwszej na południe od portu) stoi oszklony budyneczek, w którym tryska Agiasma: „Święte Źródło”). Należało ono do nie istniejących zabudowań bizantyjskiego monastyru. Na południe od portu jest też katolicki kościółek św. Jerzego zbudowany w 1938 r.
Przy ul. Cayir Araligi 15, w dawnej letniej willi Spanudisa, znajduje się muzeum słynnego współczesnego pisarza tureckiego, Saita Faika (który mieszkał tu i tworzył w latach 1934-54.
Pierwszym złym znakiem naszej wizyty na Burgaz jest brak bankomatu i jakiejkolwiek możliwości wymiany pieniędzy. Niezrażeni udajemy się na północ i zachód od portu – w poszukiwaniu wymarzonej dzikiej plaży.

Burgazada: plaża oddalona o 15 minut marszu od portu
 A tu okazuje się, że dzikich plaż brak. Mieszkańcy i nieliczni wczasowicze rozkładają wysłużone plastikowe leżaki na kamienistym poboczu drogi, woda przy brzegu jest zielona od glonów, wśród których buszują stada białoniebieskich meduz. Spotykamy dwóch młodych Turków, którzy szukają tego, co my. W końcu natrafiamy na wąski pas ostrego żwiru z kilkoma spłowiałymi od słońca parasolami i plastikowymi leżakami. Morze zaglonione, prysznica brak. Ale jest pobierana opłata: 10 tl za wejście. Hmmm. Idziemy dalej. Jest kolejna plaża, na którą trzeba zejść po prowizorycznych drabinkach w dół urwiska. Schodzimy. Znów stare leżaki, brak słodkiej wody, za to chłopaki kasują 10 tl za sam wstęp i siedzenie na kamieniach. Hmmm. Poddajemy się. Wykonujemy kilka malowniczych fotek i uciekamy z Burgaz. 

Burgazada: wybrzeże z widokiem na azjatycki Stambuł
Dosłownie, bo aby zdążyć na najbliższy statek musimy przebiec kilkaset metrów. W ostatniej chwili dopadamy trapu i płyniemy na inną wyspę. Wybór pada na Büyük – Wielką.


Büyük 
Królowa archipelagu, Büyükada („Wielka”, po grecku Prinkipos – „Główna” lub „Książęca”) jest największą Wyspą Książęcą. Na powierzchni 5,4 km² mieszka ok. 7300 osób. Na wyspie, która kształtem przypomina ćmę o trochę nierównych skrzydełkach, są 2 wzniesienia: Isatepe (Wzgórze Jezusa) na północnym skrzydełku i Yucetepe (Wzgórze św. Jerzego) na południowym.

Büyükada: mała przystań z wieżowcami Stambułu w tle

Büyük: słynny hotel Splendid Palace

Büyük: typowa zabudowa Wysp Książęcych
Büyük zachwyca nas od pierwszego wejrzenia, począwszy od stylowego budyneczku dworca morskiego, poprzez gwarną, otoczoną kafejkami promenadę pnącą się od dworca do placu z wieżą zegarową, aż po eleganckie białe wille z początków XX w. Tutaj także główny środek transportu stanowią dorożki; intensywnie pachnący dworzec dorożkowy jest na placyku po lewej stronie promenady. Spacerujemy po stromych, otoczonych arystokratycznymi rezydencjami w ogrodach, ocienionych drzewami uliczkach. Co rusz natykamy się na pamiątki z przeszłości: a to Kościół Panagia przy placu z dorożkami, ponoć najpiękniejsza cerkiew Stambułu, a to kościół Agios Dimitrios (pod wezwaniem świętego patrona wyspy), z siedzibą Arcybiskupa Wysp Książęcych – miejsce, gdzie spotyka się garstka greckich mieszkańców Prinkipos, to ormiański kościół  Surp Asdvadzadzin.
Kościół Ormiański
350 m na południe od przystani stoi elegancki katolicki kościół San Pasifico, zbudowany przez Franciszkanów w 1865 r. Nieopodal jest XIX-wieczna synagoga Hesed Le Avram. Nie może zabraknąć meczetu-ten powstał stosunkowo późno, pod sam koniec XIX w. Wszystkie te budowle wymownie świadczą o wielokulturowym obliczu wyspy w czasach ostatnich sułtanów – i o pokojowym współistnieniu jej mieszkańców. Wszystko skończyło się w 1964 roku, kiedy grecka i Ormiańska społeczność opuściły wyspę w dramatycznych okolicznościach. Dziś na wyspie mieszka najwyżej 80 Greków.

Stara willa niczym dama w dziurawych koronkach

Zwiedzanie odbywa się albo pieszo (zabytki na terenie miasteczka-portu), albo dorożką/rowerem. W drugim przypadku proponowane są standardowe trasy:
Trasa na wzgórza, podczas której można zobaczyć: monastyr Agios Sotirios Christou, frapujący budynek dawnego greckiego Sierocińca i monastyr Agios Georgios Koudounas.

Niedoszłe kasyno - największa drewniana budowla Europy
Drewniana, monumentalna sylweta Sierocińca-widma to największa drewniana budowla w Europie (i druga na świecie). Wzniesiona w 1898 r. przez francuską spółkę z przeznaczeniem na hotel z kasynem, nie doczekała się inauguracji z powodu sułtańskiego weta. Została przekazana Patriarchatowi Konstantynopola pod warunkiem, że zostanie sierocińcem. Teraz zieje pustką. Monastyr, o złocistym ikonostasie wewnątrz, jest popularnym miejscem pielgrzymkowym – w dzień Patrona, 23 kwietnia, przybywają tu Grecy z całego świata – niektórzy pną się boso pod górę. Istnieje zwyczaj zawieszania wstążeczek z prośbami na drzewie nieopodal wejścia do klasztoru. Z placyku przed klasztorem rozpościerają się wspaniałe widoki na wszystkie strony, z wyspą, morzem i azjatyckim brzegiem, oddalonym o niecałe 3 km.
Krótka trasa po miasteczku i dalej, wzdłuż zachodniego brzegu wyspy, do plaży Yörük Ali.
Długa trasa po miasteczku, do Muzeum Wysp Książęcych i do monastyru Agios Nikolaos na wschodnim wybrzeżu.

Arystokratyczna, elegancka, kwitnąca...
Patrzymy na spocone, wbiegające pod górę konie i tracimy ochotę na przejażdżkę dorożką. Na drogie i mało atrakcyjne (w porównaniu do znanych nam z Grecji) plaże też nie chce nam się już jechać. Z przyjemnością włóczymy się po urokliwych uliczkach Büyük, siadamy w rybackiej tawernie, zajadamy szaszłyki z omułków, pastę z bakłażana, zagryzając aromatyczną ciepłą pide – ramadanowym plackiem z opalanego drewnem pieca. Iwo kupuje jego najlepsze jak dotąd lody w życiu – o smaku Red Bulla... 

"Kominek" płynący obok wyspy Kinali

Późnym popołudniem wsiadamy na ulubiony statek z żółtym kominem („kominek” – jak mówi Iwo) i popijając tani jak barszcz (1,5 tl) çay serwowany na pokładzie w tradycyjnych szklaneczkach – podziwiając olśniewające panoramy metropolii, wracamy do Stambułu. Z Kabataș w godzinkę dojeżdżamy do Sariyeru.

Nasz ulubiony sklep: czego tam nie było...
Odnajduję cudowny sklep z lokalnymi produktami, który odkryliśmy z Mężem w zeszłym roku. Kupujemy sery, masło, jogurt, chałwę i masło orzechowe z małych lokalnych wytwórni. Obładowani zakupami przysiadamy na herbatkę (tutaj już po 3 tl) w tawernie na brzegu Bosforu. 

Niezbyt ostre, acz dokumentalne: budowa trzeciego mostu nad Bosforem, u wylotu na Morze Czarne

Gapimy się na przepływające statki, gadamy, patrzymy, jak z wolna zachodzi słońce. Potem ulubionym deptakiem wzdłuż brzegu Bosforu idziemy do Büyükdere. Kiedy zasiadamy do kolacji w naszych klasztornych krużgankach (gdzie czujemy się jak w bezpiecznym domu), odzywa się muezin z pobliskiego minaretu. Dzień dobiega końca.
cdn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz