27 lipca 2015

Rok później

Tego samego lata, kiedy zdecydowałam się na opublikowanie bloga, miało miejsce pewne brzemienne w skutkach spotkanie. Na rzeczonym tarasie nad Morzem Egejskim pojawiła się Dominika. Przyjechała na wakacje razem ze swoją przesympatyczną rodziną: promienną Mamą, Tatą obdarzonym elitarnym poczuciem humoru i Bratem, który szybko dogadał się z moim Nastolatkiem. 


Dominika w Stomio
Dominika znajdowała się w szczęśliwym zawieszeniu między maturą a pierwszym rokiem informatyki. Nie była bynajmniej gadatliwa, jednak pewnego dnia, kiedy użalałam się nad własną indolencją i niemożnością przekształcenia Bloggera w przyjazną stronę internetową, Dominika powiedziała niedbale (a może nieśmiało):
 "mogę to Pani zrobić, jak Pani chce. Nie jestem mistrzem, ale prowadzę własnego bloga  i dzięki temu nauczyłam się kilku trików" (lub coś w tym sensie). I wymieniłyśmy się danymi, bo Dominika akurat wyjeżdżała do domu.

Kiedy jesienią wróciłam z Hellady, napisałam do Dominiki. W mojej technicznej beznadziei zabłysło światełko. Przez kilka najbliższych miesięcy pracowałyśmy nad kształtem Mojego Dzieła. Oczywiście na odległość, via Skype, nie licząc paru bardzo owocnych osobistych spotkań. 
Moja Administratorka (tak w myślach nazywam Dominikę) okazała się osobą nie tylko pełną polotu. Najbardziej zachwyca mnie tym, że nie ma dla niej kwestii nie do rozwiązania. Po prostu drąży temat i po pewnym czasie znajduje rozwiązanie. I mimo "przepaści pokoleniowej" harmonijnie tworzymy nową jakość ;).

W początkowych założeniach blog ten miał być zapisem podróży tylko i wyłącznie po wyspach greckich, jednak z czasem poczułam, że wszystkie odwiedzane przeze mnie przez lata miejsca, niezwykłe spotkania i smaki zasługują na uwiecznienie. Jest tego tak wiele, że postanowiłam nie cofać się w czasie, tylko zacząć wszystko od nowa. A wspomnienia i fotografie z minionych podróży wplatać w bieżące relacje.
Zaczęło się od Wenecji, którą odwiedziliśmy "po drodze" z Peloponezu. Bez niej opis tamtej podróży byłby niepełny... Później po raz kolejny odwiedziłam Barcelonę i Stambułu, objechaliśmy z Mężem kilka muzeów niemieckich. Postanowiłam nie tworzyć nowego bytu blogowego, tylko poszerzyć zakres istniejącego.
I tak, prawie w rocznicę powstania Moich Wysp Greckich, inauguruję nowy tytuł: Moje Wyspy Greckie ... i inne podróże. Teraz kolej Dominiki: tylko Ona wie, jak zmienić napis na stronie tytułowej. I jeszcze jedna zmiana: przenoszę bloga na swoje prawdziwe konto na Gmailu, co spowodowało, że znika mój pseudonim w postach.

Pokazuję twarz i prawdziwą tożsamość. To ja.
Mam tyle szkiców podróży do wypełnienia... że moim marzeniem jest, by doba miała z 50 godzin. Najpierw trzeba skończyć Stambuł, potem dopracować naszkicowane relacje z Kalimnos i Leros, później podzielić się wrażeniami z niemieckich muzeów techniki. Ciekawe, gdzie będę za rok?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz