1 lipca 2014

Wyprawa na Sporady Północne

Planowanie podróży


Sygnaturka z wyspy Skiros
Nasza wyprawa na Sporady zacznie się na malutkiej stacyjce Rapsani pod Olimpem... Szybką koleją z Salonik dojedziemy do Larisy w ciągu 18 minut (bilet 3 €/1,5 dla dzieci). W Larisie wsiądziemy w express do Aten (29,10€ w jedną stronę – warto wiedzieć, że przy wcześniejszym zakupie minimum 72 godz. przed odjazdem pociągu przysługuje zniżka 20%). W Atenach mamy zamiar odwiedzić przyjaciół (a ja mam nadzieję na zrealizowanie jednego z odwiecznych marzeń, którym jest obejrzenie spektaklu w Teatrze Tańca Dory Stratou, na pierwszej scenie tańca greckiego w kraju).
Z Aten pojedziemy autobusem do portu Kimi na wyspie Evii (Eubei), skąd odpływają promy na Skiros. Skiros będzie pierwszą wyspą, którą odwiedzimy. Ma ona słabe połączenia z resztą Sporad; istniała obawa, że będziemy musieli wrócić przez Evię do najbliższego portu na kontynencie (Agios Konstantinos), skąd regularnie odpływają promy na Sporady. Na szczęście od czerwca uruchomiono bezpośrednie połączenie ze Skiros przez Kimi na Alonisos i Skopelos. Tak więc po kilku dniach na Skiros popłyniemy na Alonisos, potem na Skopelos. Przeskok ze Skopelos na Skiathos jest dziecinną igraszką ze względu na liczne połączenia między tymi wyspami: promy, wodoloty, katamarany i łodzie turystyczne. Z wyspy Skiathos zabierze nas stary znajomy, kapitan Kostas, którego mała, roztańczona flotylla kursuje prawie codziennie do malutkiej przystani Achilion, skąd mamy nadzieję zabrać się do Rapsani jednym z licznych autokarów wycieczkowych.
W planowaniu podróży pomagają nam informacje z biura it w Atenach (D. Areopagitou, tuż obok wejścia na wykopaliska Teatru Dionizosa), gdzie otrzymujemy m.in. mapy, rozkład jazdy autobusów z Aten do Kimi na Eubei i wstępne informacje o promach. Reszty dowiadujemy się ze stron: http://www.hellenicseaways.grhttp://www.sne.grhttp://www.anes.gr.
Olimpia: człowiek pozytywny
Po drodze: wieczór w Atenach
Po przyjeździe na główny ateński dworzec kolejowy Larisis okazuje się, że... nie działa tam już przechowalnia bagażu. Wsiadamy więc w metro (stacja tuż przed dworcem; 4 € bilet 24-godzinny), jedziemy do stacji Akropolis i zaciągamy walizę do szatni Muzeum Archeologicznego Akropolu. Po czym z lekkim sercem idziemy na lody (najlepsze w Grecji, jak ktoś powiedział), do pobliskiej Gelaterii Poli tuż za plecami pomnika Meliny Merkuri. Następnie idziemy na Monastiraki, rozkoszując się (po raz setny) widokami na Akropol, Agorę, wzgórze Filopapusa, Pnyks, które rozciągają się po obu stronach promenady spacerowej D. Areopagitou. Jest taki upał (39 stopni), że lekko kręci nam się w głowach, toteż z ulgą cumujemy w klimatyzowanej salce naszej ulubionej psistarii O Thanasis nieopodal placu Monastiraki. Starzy znajomi częstują nas ogromną porcją soczystych kebabów jagnięcych z dodatkiem grilowanych pomidorów (pycha!), do tego niezrównane, mocno ogórkowe tzatziki.
Kiedy najedzeni wstajemy od stolika, dzwoni Olimpia, że właśnie wróciła do Aten i możemy się spotkać.
Olimpia jest w połowie serca Polką, w połowie Greczynką, konserwatorem zabytków i charyzmatyczną przewodniczką, znamy się od lat z Meteorów i Aten, nadajemy na podobnej fali, nawet pewne fakty z biografii mamy podobne. Lubię przebywać w jej towarzystwie, bo otacza ją spokój i poczucie harmonii. Zaprosiła nas do siebie, mieszka w spokojnej dzielnicy, w pięknym mieszkaniu z ogromnym tarasem, na którym rozmawiamy popijając domowe czerwone wino z Ambelakii. 
Zgadza się ze mną, że wieczorny spektakl w teatrze Dory Stratou http://www.grdance.org to wyśmienity pomysł. 

Końcowe takty kalamatino na scenie Teatru Tańca D. Stratou

Przedstawienie (bilet 15 €, dzieci do lat 12 - 5€) zaczyna się o 21.30. Już sam amfiteatr jest miejscem magicznym: wtulony w sosny i agawy na zachodnich zboczach wzgórza Filopapusa tętni ciszą, zakłócaną jedynie cykaniem cykad. Do amfiteatru prowadzi brukowana marmurem ścieżka spod Akropolu, pomiędzy wzgórzami Filopapusa i Pnyksem, obok starego kościółka św. Dimitriosa. Od strony dzielnicy Koukaki jest parking, główne wejście i kasy. Na widowni, zdolnej pomieścić co najmniej 600 osób, zasiada może 50 widzów, głównie Grecy. Głos w trzech językach zapowiada sekwencje tańców. Na scenę wychodzą muzycy. Zaczyna się od pieśni i tańców z wyspy Tasos. Co ciekawe, program zmienia się co dwa tygodnie. Dzisiaj mamy jeszcze okazję obejrzeć tańce z Tracji, Grecji Centralnej, Krety i Peloponezu. Tancerze (w sumie zespół liczy 70 osób) występują w kilku grupach, w pięknych, dopracowanych kostiumach, wiernie wzorowanych na autentycznych strojach regionalnych. Muzycy wykonują na bieżąco wszystkie melodie i pieśni, tancerze tańczą z perfekcją połączoną ze spontanicznym wigorem. Bogactwo kolorów, różnorodność układów choreograficznych zachwyca. Największe wrażenie wywierają na mnie (jak zwykle) muzyka i tańce z Krety. Duet muzyczny składający się z laut i maleńkiej liry wypełnia ekstatycznymi dźwiękami cały amfiteatr. Tańce to czysty żywioł ognia. Połączenie nieskończonej gracji z akrobatyczną zręcznością.

Nikos Zoidakis - jeden ze współczesnych bardów z Krety - wykonuje żywiołową muzykę, od mantinades (kreteńskich kupletów) po nissiotikę (muzykę wysp greckich). Oto próbka: Zoidakis: Nissiotika

Po spektaklu wracamy oświetloną gwiazdami ścieżką pod Akropol, gdzie w jednym z barów zamykamy wieczór długą rozmową z muzyką Nirvany w tle.

Prom wypływa z portu Kimi na Evii
Autobus z Aten (dworzec KTEL Liossion) odjeżdża o 14.30 do portu Kimi
na wyspie Eubei (bilet 15.30 €). Wyspa połączona jest z lądem dwoma mostami – my wjeżdżamy nowym mostem wantowym. Droga przez Evię wiedzie od stolicy wyspy, mało urodziwej, przemysłowej Chalkidy wzdłuż południowych wybrzeży. Są one mało spektakularne, nie licząc kilku dziewiczych zatoczek o szmaragdowej wodzie i paru niewielkich kurortów (na czele z drogą Eretrią umiarkowanej urody). Morze u brzegów Evii musi być bardzo czyste, o czym świadczą liczne stacje hodowli ryb i owoców morza. O 17.15 dojeżdżamy do celu. Port Kimi leży na smaganym sztormami północno-wschodnim wybrzeżu. W tym miejscu Evia jest wyjątkowo malownicza: zielone zbocza górskie opadają stromo do morza, a w połowie drogi między ich spiczastymi szczytami a wodą tkwią zabudowania miasteczka Kimi (miejscowości niezależnej od portu Kimi). Dla swego położenia i wspaniałych widoków zwane jest Balkonem Morza Egejskiego.

Prom Achilleas na nabrzeżu w Kimi
Prom Achilleas, należący do spółki Skyros Shipping odpływa z portu Kimi na Skiros punktualnie o 18.00 (11 €; dzieci do 10 l. 5,5€ ) . Słońce tworzy na morzu świetlny szlak do niknących w dali górzystych brzegów Evii. Na północy majaczą Sporady, przed nami coraz wyraźniej rysują się wybrzeża Skiros.

Skiros
Mapa Skiros z zaznaczoną trasą zwiedzania

Dlaczego Skiros?
Głównym powodem, dla którego chcę poznać wyspę jest jej reputacja: mało turyzmu, nieskażona natura i różne ciekawostki przyrodnicze. Skiros budzi też we mnie ciepłe uczucia, od kiedy moja przyjaciółka Olimpia poślubiła jednego z jej mieszkańców, sympatycznego (i bardzo przystojnego) Dimitrisa, którego interesującą rodzinę mam zamiar poznać osobiście. Ponoć jego mama, Christina, pięknie śpiewa ludowe pieśni (nie muszę mówić, że koniecznie chcę ich posłuchać).

Miasteczko Skiros czyli Chora - sztandarowa atrakcja wyspy - schowana za stromą skałą. Tu widziana od strony plaży  Molos.
Oswajanie Skiros
Skiros jest całkiem sporą wyspą (200 km kw.), pięciokrotnie większą niż Skiathos. Jej główny port, Linaria, leży w połowie zachodniego wybrzeża. Stolica, zwana tradycyjnie Skiros, wspina się na szpiczaste zbocze po przeciwnej, wschodniej stronie. Wyspa przypomina kształtem motyla o dwu zupełnie różnych „skrzydłach”: północne jest mniej górzyste (wzniesienia nie dochodzą do 400 m), zielone od lasów sosnowych, ozdobione koronką szmaragdowych plaż w skalistych zatoczkach. 
Wybrzeże Skiros w okolicach zat. Kalogrias

Południowe, o porażających księżycowych krajobrazach, jest górzyste (Kochilas, 792 m n.p.m.), dzikie, prawie nie zamieszkiwane. Nasz prom przybija do portu w Linarii o 20. Jest sobotni wieczór, z wnętrza wylewa się potok ludzi i samochodów. Trudno nam dojrzeć pana Stamatisa, który przyjechał, aby nas odebrać i zawieźć do hotelu, w końcu jednak szczęśliwie się odnajdujemy. W drodze z Linarii do Molos, gdzie przyjaciele zarezerwowali nam lokum, pan Stamatis pokazuje nam różne rzeczy: Stację generatorów prądu dla wyspy, port Achilli, z którego odpłynął Achilles na wojnę trojańską, mury twierdzy króla mitycznego Likomedesa. W Molos lądujemy przed hotelem Paradise http://hpparadise.com (25 € za dwójkę; wolałam domatia z kuchenką; hotel zmusza nas do stołowania się w tawernach; postanawiam jednak pozostać, w końcu parę osób natrudziło się przy rezerwacji). 
Przy głównej ulicy miasteczka Skiros
Pan Stamatis zabiera nas do miasteczka Skiros, do którego samochód wspina się po wąskich, stromych uliczkach. Żegnamy się i pogrążamy w labiryncie białych zaułków. Iwo zauważa, że Skiros ze swoją białą kubistyczną zabudową bardziej przypomina Cyklady niż Sporady. 

Nasza kolacja w tawernie I istories tou barba
Mam cichy zamiar dojść do placu Brooke’a, co mi się w końcu nie udaje; labirynt wypluwa nas po północnej stronie miasteczka, skąd pieszo udajemy się do naszego Molos. Przy bliższym poznaniu okazuje się kameralnym kurortem z paroma hotelami i mnóstwem pokoi do wynajęcia. Podobają mi się zwłaszcza te w okolicach tawerny I istories tou barba , schowane w cieniu ukwieconych ogródków. Zresztą podobne pensjonaciki stoją w każdym zakątku Molos. Miejsc jest pod dostatkiem (na razie), ceny wahają się od 25-35 € za dwójkę.
Na podsumowanie wieczoru idziemy na kolację do wspomnianej tawerny I istories tou barba, gdzie zamawiamy: dla mnie zupę rybną i sałatkę z zielska (chorta), dla Iwa smażone sardele i pieczone ziemniaki.Jedzenie jest smakowite i świetnie przyrządzone (a rachunek opiewa na 23 €). Na deser szef kuchni częstuje nas (gratis) pysznym jogurtem polanym skieryjskim miodem. Po kolacji wracamy niespiesznie do hotelu, rozmawiając i oglądając gwiazdy. Po drodze wstępuję do wypożyczalni aut i zamawiam samochód na następny dzień.

Zaułek z bugenwillą

Wokół Skiros 
Po smakowitym i bogatym śniadaniu, podanym nam troskliwie przez mamę Manolisa, właściciela hotelu Paradisos, wsiadamy w wynajęte (30 €) Punto i jedziemy na północny kraniec wyspy, w kierunku lotniska. Droga prowadzi równolegle do wschodniego wybrzeża, wśród wiosek, pól i pastwisk. Ta część wyspy jest niezbyt spektakularna. Ożywiamy się, kiedy od głównej szosy odchodzi wąska droga w kierunku monastyru Profitis Ilias (ta nazwa obiecuje miejsce na szczycie góry i szerokie widoki). Na Skiros nasz profitis okazuje się porosłym sosnami wzgórzem; widoki ogranicza bujny las sosnowy, rzadkość wśród profitisów... Widać w całej krasie lotnisko i kawałek północnego wybrzeża. Następnie po piaszczystym (równym) trakcie jedziemy do Palamari,
Wykopaliska Palamari - zamknięte na głucho, widoczne tylko przez płot
największych wykopalisk wyspy. Wykopaliska, ku mojemu rozczarowaniu (i uciesze mojego syna) okazują się zamknięte na głucho (bez jakiejkolwiek informacji n/t godzin otwarcia). Nadmorska osada z epoki brązu (2500-1800 r. p.n.e.) była portem wyspy, miastem, którego ulice otaczały okazałe budynki. W ruinach natrafiono na posadzki, piece, naczynia i różne narzędzia. Osadę otaczały fortyfikacje z bastionami. 
Kolejnym celem jest lotnisko. Żołnierze z budki wartowniczej przy bramie informują nas, że nie możemy wjechać na teren terminalu, gdyż nie mamy biletów, a ponadto jest to lotnisko wojskowe „wypożyczane” grzecznościowo dla potrzeb cywilnych. Odlatują stąd samoloty do Aten, Salonik i na Skiathos. (Bilety do Aten podrożały ostatnio  skandalicznie z 24 do 70 € za 15 minut lotu). Pozostaje nam więc tylko ukradkowe zdjęcie z zaparkowaną przy bramie F-14tką w tle. 
Dalej droga zagłębia się w pachnących lasach sosnowych, wijąc się spektakularnymi serpentynami to wysoko nad morzem, to znów wzdłuż wybrzeża. Jedziemy owiani żywicznym zapachem. I konsekwentnie realizujemy zamiar obejrzenia tak dużej liczby plaż w zatoczkach, jak to tylko możliwe.
Najbardziej urokliwe plaże Skiros zlokalizowane są na zachodnim wybrzeżu wyspy, pomiędzy zat. św. Piotra (Ormos Ag. Petros)  a Pefkos. Kalogria, Kira Panagia, Atsitsa, Agios Fokas, Pefkos - w większości piaszczyste, leżą w skalistych, obramowanych sosnami zatoczkach, mienią się odcieniami zieleni i turkusu. Nieopodal portu Linaria jest jeszcze plaża Acherounes. W pustynnej, "arizonowej" części Skiros jest kilka skalistych zatoczek z cienkimi półksiężycami jasnego żwiru, oblanych morzem o niewiarygodnie turkusowym kolorze. 

Plaża Agios Petros dostępna z głównej szosy dobrą drogą gruntową
A propos plaż: moją ulubioną jest Kalamitsa w nasady dzikiego „skrzydła motyla: pas białego gładkiego żwiru, na którym można położyć się po wyjściu z wody, bez obawy, że oklei nas piasek...

Plaża Kira Panagia w zat. Kalogrias

Atsitsa

Atsitsa

W drodze na plażę Pefkos
Bezstronnie jednak najbardziej przyjazną z plaż wyspy (dogodne położenie, piaszczyste dno, umiarkowane zagospodarowanie) jest szeroki pas drobnego szarawego piasku ciągnący się u podnóża stolicy wyspy, w zatoce Magazia-Molos.


Plaża Molos
Plaża Girismata za cyplem, sąsiadująca od północy, jest bardziej dzika, piaszczysto-żwirowa. Pomiędzy nimi wystają z morza niezwykłe formacje skalne z lessu lub piaskowca. Są też malutkie wysepki; na jednej z nich bieleje kościółek św. Armolaosa.
Po obejrzeniu północnego "skrzydła motyla" robimy krótką przerwę w Linarii (gdzie spożywamy świeżutką, niespotykanie kruchą pitę ze szpinakiem/kremem waniliowym), po czym jedziemy na południowe. Tuż za Kalamitsą dramatycznie zmienia się krajobraz. Zapowiedzią są spękane marmurowe urwiska i zanik sosen. Przy drodze rosną za to od czasu do czasu stare, gęste figowce i oliwki. 


Pustynne wybrzeża południowe z wysepkami Platia i Sarakino w tle
Za Nifi, malutką osadą z dziką plażą, droga wznosi się serpentynami wysoko na nagie zbocza góry Kochilas. Jedziemy wśród morza spękanych na kształt łupku, rudo żyłkowanych marmurów, które tworzą pustynny krajobraz. Widoki na południowe wybrzeże są olśniewające: wśród księżycowych zatok błyskają niedostępne plaże o turkusowym morzu, to znowu fale rozbijają się białymi bałwanami o wysokie, prawie oceaniczne klify. Marmurową pustynię porastają różne krzewinki i zioła, w skalnych urwiskach gniazdują sokoły.
Kapitan Krzysztof nazwał tę część wyspy Arizoną - i trudno o bardziej obrazową metaforę ;).
Przebogatą acz niepozorną florę tego obszaru bada nasz przyjaciel Dimitris, mąż Olimpii.

Uformowane przez wichry drzewka w samym sercu pustynnego interioru Skiros
Gdzieś na zboczach góry Dafni (612 m n.p.m.), w głębi interioru wyspy, wzdłuż drogi stoją niesamowite kamienne twory.

Twory człowieka, czy Natury? - monumentalne marmurowe posągi na południowych zboczach Skiros

Kamienny konik - czyje to dzieło?
Zastanawiamy się z Iwem, skąd się tu wzięły i dochodzimy do wniosku, że są owocem wspólnego wysiłku natury i człowieka.Karkołomne serpentyny, zbiegające po klifie w dół, kończą się nagle u bram bezludnej bazy marynarki wojennej.

Oceaniczne klify obok bazy marynarki wojennej
Zawracamy w kierunku zatoki Tris Boukes, w której też jest baza marynarki.
Kilkaset metrów przed bramą, w huczącym od cykad gaju oliwnym, stoi samotna marmurowa mogiła Ruperta Brooke’a (1887-1915), angielskiego poety-żołnierza, który zmarł z ran na statku-szpitalu przycumowanym w zatoce i został, zgodnie ze swoją ostatnią wolą, pochowany na wyspie.
W drodze powrotnej, na wysokości tawerny Mouries, między Kalamitsi a Achilli, zauważamy słynną stadninę kuców skiryjskich www.skyrianhorsesociety.gr. Jak dowiadujemy się od właściciela, są to koniki o małym rozumku, które podobno na drugi dzień zapominają, czego nauczyły się wczoraj i w związku z tym trzeba prowadzić je za uzdę podczas przejażdżki, żeby nie pozrzucały dzieci. (A może tak przejawia się po prostu nieposkromiony instynkt wolności, odziedziczony po dzikich przodkach, którzy przed wiekami galopowali po zielonych dolinach wyspy?). Stadnina oferuje jeszcze jedną atrakcję: kąpiel w morzu z kucami i oglądanie jaskiń morskich...

Samotna mogiła Ruperta Brooke'a w gaju oliwnym nad zat. Tris Boukes
Popołudniowy upał osiąga apogeum kiedy wracamy do bazy. Iwo zapada w głęboki sen, ja idę na spacer po plaży. Za zrujnowanym wiatrakiem na północnym cypelku Molos na dnie morza pojawiają się niezwykłe płyty z piaskowca, przypominające wylany beton. Można po nich spacerować, są przyjemnie szorstkie, jednak pełne szczelin, pod które wpływa woda. Dziwne formacje osiągają apogeum w postaci przybrzeżnych wysepek zwanych Vrukolanisia, zbudowanych z brązowych , porowatych, popękanych skałek.

Wieczór w Linarii
Wieczorem wybieramy się do Linarii, bo Iwo chce przeżyć jeszcze raz procedurę cumowania i rozładunku promu Achilleas. Nie wiemy jeszcze, że nasz Geniusz Podróży szykuje dla nas niespodziankę.
Linaria - główny port Skiros z przyjazną mariną jachtową i świetnymi tawernami
Kiedy przyjeżdżamy do Linarii (odległej od Molos o 12 km), słońce chyli się ku zachodowi. Okazuje się, że prom przypłynie o 21:45 – mamy prawie trzy godziny czekania.
Na początek postanawiamy zjeść kolację. Po dokonaniu przeglądu wszystkich tawern, przykucniętych wokół malutkiej mariny jachtowej, wybieram Thalassaki o stolikach i krzesełkach w kolorze ecru, schowanych pod rozłożystym platanem. Wybór okazuje się doskonały: moje smażone kolokithakia (kabaczki) mają niespotykaną formę chrupiących fryteczek, chorta smakuje górami a smażone omułki... pycha.
Mule i krewetki w tawernie Thalassaki
Jedząc cały czas spoglądamy w kierunku jachtu pod polską banderą, przycumowanego kilka metrów od naszego stolika. Zauważyliśmy go już poprzedniego dnia, jednak sprawiał wrażenie bezludnego. Kiedy z jachtu wyskoczyła nastolatka o niekłamanie polskim wyglądzie, Iwo postanowił nawiązać kontakt z załogą, jednak nie starczyło mu śmiałości. Kiedy podeszłam do jachtu i powiedziałam „dzień dobry”, na dźwięk mowy ojczystej z mesy wyszedł Kapitan – co do tego nie miałam najmniejszych wątpliwości – szpakowaty pan o budzącym respekt wyglądzie. Po kilku chwilach okazało się, że pochodzimy z jednego miasta. Powiedział, że płynie z grupą nastolatków na coś w rodzaju szkoleniowego rejsu po Sporadach. Dzieciaki też już się odnalazły z Iwem. Razem z kapitanem i jego znajomym (który tego dnia obchodził imieniny, o czym zupełnie zapomnieliśmy) usiedliśmy w pierwszej lepszej tawernie, aby wypić po lampce wina i obejrzeć mecz Grecja – Kostaryka, zapowiadany tego wieczora. Jednak rozmowa wciągnęła nas tak bardzo, że w efekcie nie wiem nawet, jaki był wynik meczu. 

Kapitan Krzysztof z plażą Amouditsa (chyba) w tle
Kapitan Krzysztof okazał się człowiekiem podobnie zakręconym na punkcie Grecji, jak ja. W dodatku penetrował jej obszary dla mnie niedostępne z urodzenia, czyli Świętą Górę Atos. Zainspirował mnie pomysłem czytania Biblii w angielsko-greckiej wersji, aby smakować logikę, bogactwo i subtelność greki. Wymiana greckich fascynacji zajęła nam czas do drugiej w nocy i kilka dzbanuszków pysznego miejscowego rosé, które, z pomocą pana Pawła, degustowaliśmy przy stoliku jednejz portowych tawern. Iwo integrował się z nastoletnią resztą załogi. Na koniec wszyscy wymieniliśmy się telefonami i postanowiliśmy powtórzyć spotkanie następnego dnia na platii w Skiros. Wracając do Molos stwierdziliśmy z Iwem, że dla każdego z nas wieczór ten był magiczny.

Magii ciąg dalszy
Następnego dnia rozdzielamy siły. Iwo wypożycza rower (8 € za dobę, otrzymuje jednak zniżkę na 5€ do wieczora) i spędza dzień indywidualnie. Ja wsiadam w autobus (spod samego hotelu; 1,60 €), który w kwadrans dowozi mnie do miasteczka Skiros. Mam zamiar zwiedzić muzea, wspiąć się do kastro, a przede wszystkim dojść na plac Brooke’a.  Przekonuję się na własnej skórze, jak skutecznie dezorientuje przybysza osada zbudowana na planie labiryntu.

Kontrowersyjny pomnik Brooke'a
Muszę zapytać sześciu osób i zgubić się dwa razy, zanim wreszcie trafiam na plac Brooke’a, który okazuje się pustym żwirowym okręgiem z pomnikiem pośrodku, zawieszonym nad urwiskiem na północno-wschodnim skraju miasteczka, prawie dokładnie ponad drogą do Molos. Zamiast kluczyć wśród zaułków od zachodniej strony, wystarczyło wspiąć się brukowaną drogą oznaczoną brązową tabliczką „Archeological Museum”, odchodzącą od głównej szosy nieopodal kamiennych zrujnowanych baszt mitycznej twierdzy króla Likomedesa. Imię władcy budzi mitologiczne skojarzenia: to właśnie na jego dworze postanowiła ukryć swojego ukochanego syna Tetyda. 
Słynna rzeźbiona skrzynia skiryjska w Muzeum Falaits
Według przepowiedni bowiem Achilles, bo o nim mowa, miał zginąć na wojnie trojańskiej (i okryć się wieczną chwałą, co jednak nie przekonywało kochającej matki). Achilles przebywał więc wśród dwórek Likomedesa, przebrany w niewieście szaty, kiedy przybył po niego przebrany za kupca Ulisses. Kupiec rozłożył swoje skrzynie: dziewczęta obległy kram z fatałaszkami i tylko jedna z nich zainteresowała się kufrem z bronią...
Przy pustym placyku stoi biały, wyspiarski kościółek Trójcy św.
Pomnik pośrodku, przedstawiający nagiego młodzieńca ze zwojem w prawej dłoni, dedykowany jest Brookowi i nieśmiertelnej poezji, jak głosi napis na postumencie, na którym jest też konterfekt poety. Swego czasu pomnik budził zgorszenie wśród miejscowej ludności, której gusta widać znacznie oodaliły się od antycznych konwencji...
Z murku, okalającego plac, roztacza się zachęcający widok na pasmo plaż Magazia i Molos i białą zabudowę kurortów.
Jeden z kościółków Chory
Kolejną niespodzianką okazują się muzea Faltaits i archeologiczne, schowane poniżej placyku. Pierwsze, muzeum Faltaits (www.faltaits.gr, codz. 10-14 i 18 -21; 2 euro) jest fascynującą prywatną kolekcją stworzoną przez wybitny ród skiryjski, do którego należeli m.in. Konstantinos (1891-1944), korespondent z czasów I wojny i wojen bałkańskich oraz Manos (1938 - 2012) – malarz i pisarz (autor m.in.wyczerpującego przewodnika po wyspie). W muzeum,  założonym w 1964 r., znajdują się zbiory etnograficzne i historyczne związane z wyspą: stroje, hafty, rzeźbione skrzynie, ceramika. Jest też zbiór dokumentów historycznych, wśród nich Odcięcie się od rewolucji greckiej (zwany ekskomuniką rewolucji greckiej) wydany przez Patriarchę Grzegorza V. Kolekcję zaludniają posągi Lukii Georgandi, zwanej grecką Madame Tussaud, która rzeźbiła popiersia wybitnych postaci z historii Grecji.
Uliczka Chory Skiros
Po obejrzeniu eklektycznej, barwnej kolekcji idę na zamek (muzeum archeologiczne, 8.00-15.00; 2 euro) - jest zamknięte z racji poniedziałku) wśród śnieżnobiałych domostw, przez ciche ukwiecone, jakby wymarłe zaułki. Co jakiś czas napotykam otwarte drzwi i starszą panią, która sprząta, zamiata, podlewa kwiaty. Zamek okazuje się być w remoncie, jednak wbrew zakazowi wchodzę przez uchyloną bramę. Jest tam klasztor św. Jerzego, należący, jak głosi napis przy bramie, do  monastyru Agia Lavra na Świętej Górze. Jak się okazuje, spora część gruntów na Skiros należy do zakonników z Atosu, którzy wyprzedają grunty odwiecznie użytkowane przez mieszkańców wyspy.
Ostatnim kontrowersyjnym posunięciem świętych mnichów był pomysł sprzedaży gruntów na wyspie pod budowę wiatraków, który trafił do sądu. Mieszkańcy nie zgadzają się na budowę generatorów wiatrowych, argumentując, że zabijają one ptaki, hałasują i niszczą przyrodę. 
Chora Skiros
U stóp zamku natrafiam na pieczołowicie odrestaurowane, otoczone ogródkami domostwa do wynajęcia. Okazuje się, że należą do jednego ze Skiryjczyków, wykształconego w Holandii. Drzwi otwiera mi smukła szatynka, która prosi, by nie mówić do niej po grecku, tylko po angielsku. Jest Holenderką, żoną właściciela, który skupuje stare domy w Skiros, remontuje je i sprzedaje lub wynajmuje. Trafiłaś chyba do raju – mówię jej na pożegnanie. Tak więc przekonuję się osobiście o tym, że na Skiros mieszka wiele Holenderek, które znalazły tu szczęście rodzinne. Należą one do różnych pokoleń, o czym przekonuję się podczas przejazdów autobusem po wyspie.
Po południu siadam na kawę po grecku w nastrojowej kafejce Kalipso przy głównym trakcie miasteczka. Gapię się na ludzi, doznaję aksamitnego smaku kawy, nic nie robię i – czuję się jak na wakacjach.
Poduszki z tradycyjnymi motywami skiryjskimi wyhaftowane przez Panią Christinę.
O 14.00 mamy się wszyscy spotkać na głównym placu: ja, Iwo, załoga jachtu. Iwo przyjeżdża na rowerze (jestem dumna, że wjechał na samą górę i nie pogubił się w zaułkach), kapitan z załogą busikiem. Jemy lody i rozmawiamy. Umawiamy się wstępnie na Skopelos (gdzie podążają i oni, i my). Niestety spotkanie jest dość krótkie, bo o 15.00 ma przyjść po nas pan Stamatis, aby zabrać nas do swojego domu.

Uczta w skiryjskim domu

To kolejny magiczny moment wyprawy. Zostajemy zaproszeni na obiad do prawdziwego domu skiryjskiego – i to jak prawdziwego! W progu wita nas gospodyni – urocza pani Christina (mama Dimitrisa i teściowa Olimpii). Przy stole siedzi starszy pan w grubych okularach. Jest to sam Ioannis Venardis – żywa historia wyspy, fotografik, którego czarno-białe artystyczne zdjęcia dokumentalne znane są w całej Grecji.
Ioannis Venardis - żywa legenda Skiros
Pani Christina śpiewając nakłada gościom imam bailadi
Na ścianach salonu wiszą kunsztowne hafty wykonane ręką pani Christiny, na drewnianych rzeźbionych skiryjskich sofach leżą artystycznie haftowane narzuty i poduszki. Gospodyni stawia na stole kolejne potrawy: cieplutki chleb kukurydziany, kilka rodzajów wspaniałego sera z mleka owiec i kóz, duszone kabaczki, zapiekane w oliwie bakłażany, domowe pastisio. Po uczcie nalewamy do szklaneczek białe wino i zaczynają się historie rodzinne. O tym, jak ojciec Christiny, który był muzykiem, wydał ją za mąż w wieku 17 lat, ponieważ przejawiała talent muzyczny, a on chciał uchronić ją przed zepsuciem. I tak świetna wokalistka, o wielkiej sile wyrazu, poetka i bardzo wrażliwa dziewczyna została matką 3 dzieci, pracująca ciężko przez całe życia. Nie dała się długo namawiać do śpiewania. Nagraliśmy nawet niektóre pieśni. Bardzo przypadła mi do serca. Koniecznie trzeba uwiecznić jej głos i te pieśni, podobnie jak zachować fotografie pana Ioannisa, które wskrzeszają dawne życie Sporad.

Tradycyjne hafty skiryjskie w artystycznym wykonaniu pani Christiny
Do Molos wracam pieszo (Iwo na rowerze). Długi spacer po plaży pozwoli mi uporządkować w głowie wydarzenia i doznania mijającego dnia. Na pożegnanie Skiros jemy kolację w naszej ulubionej tawernie Istories tis barbas.
O 6.00 autobus zawozi nas spod hotelu do Linarii, skąd o 7.00 odpływa prom Achilleas, który wzdłuż dzikich wschodnich wybrzeży Evii zawozi nas na Alonissos (12.15).


Alonissos

Mapa Alonissos z zaznaczoną trasą zwiedzania
Dlaczego Alonissos?
Jest dla mnie najmniej znaną, a przez to najbardziej egzotyczną ze Sporad. Budzi we mnie ciepłe skojarzenia za sprawą jedynego w Grecji Narodowego Parku Morskiego utworzonego u jej wschodnich wybrzeży, w którym chroni się mniszkę śródziemnomorską – zagrożony wyginięciem gatunek foki.

U wejścia do portu Patitiri
Oswajanie wyspy
Alonissos przypomina kształtem kalmara; korpus jest prawie bezludny, większość atrakcji skupia się w „czułkach”.  Najwyższe wzniesienie, góra Geladies w samym centrum wyspy, wznosi się na 456 m n.p.m. Prom wpływa do portu w Patitiri w samo południe. Witają nas piaskowe klify, pachnące sosny i niewiarygodnie przejrzysta, szmaragdowa zatoka. Dość szybko znajduję nocleg w uroczym hoteliku Pleiades (www.pleiadeshotel.gr; 25€/dobę) , którego balkony wiszą wysoko ponad zatoką i portem.

Niewiarygodny, turkusowy kolor morza na plaży przy porcie Patitiri
 Następnie wypożyczam skuter (10 €/dobę) i udajemy się na objazd wyspy. Środkiem Alonissos biegnie droga asfaltowa, wijąca się przez pachnące lasy sosnowe po wzgórzach i dolinach. Odległość od portu w Patitiri na południowym krańcu do malutkiej przystani  Gerakas na północnym wynosi niecałe 25 km. Interior wyspy, porośnięty lasami sosnowymi, makią i fryganą, zaludniają tylko stada kóz i ule; ludzkie osady zdarzają się od czasu do czasu. Większość plaż, ukrytych w uroczych, porośniętych sosnami zatoczkach, skupia się w „czułkach” kalmara w południowej części wyspy. Sieć dróg nie jest zbyt dobrze rozwinięta, jakkolwiek do większości plaż w tej okolicy można dotrzeć po asfalcie.

Patitiri - główny port wyspy. Po prawej w głębi zatoka Votsi, jedna z najładniejszych na wyspie
Wokół Alonissos
Wyruszamy na skuterze z Patitiri na północ. Zjeżdżamy z głównej drogi do kilku zatoczek z plażami: Mila, Kokinokastro.
Plaża Milia
Plaża Leptos Gialos

W pewnym miejscu od drogi (biegnącej wysoko ponad morzem) zbiegają ku wybrzeżu serpentyny ku Steni Vala – ostatniej „poważnej” osady na wschodnim wybrzeżu. W Steni Vala jest maleńka marina jachtowa, kilka tawern nad morzem i sporo pokoi do wynajęcia.


Steni Vala
W zatoczkach wokół wioski są trzy plaże (piasek i gładkie otoczaki) o szmaragdowej przejrzystej wodzie – taki „alonissoski” standard... Bliskość wysepki Peristeri sprawia, że morze wokół Steni Vala wygląda jak wielka zaciszna zatoka.

Na wysepce Peristeri, której główną „atrakcją” jest wrak statku, osiadły w zatoczce w połowie wybrzeża, jest kilka piaszczystych plaż, na które można popłynąć stateczkiem wycieczkowym z Patitiri. Stateczek "Stella" , cumujący w centralnej części nabrzeża, pływa w kierunku narodowego parku morskiego (całodzienna wycieczka kosztuje ok. 25€) - kapitan obiecuje spotkania z delfinami; na mniszkę trudno trafić, bo foki są bardzo płochliwe i nie znoszą hałasu silników łodzi. Najłatwiej więc napotkać mniszkę w pluszowej wersji w licznych sklepach z pamiątkami w Patitiri i Paleo Chorio. 
Z braku czasu tym razem nie możemy wziąć udziału w wycieczce, choć temat pierwszego w Grecji i największego w Europie narodowego parku morskiego na Sporadach (www.alonissos-park.gr) fascynuje mnie od kilku lat. Park, o obszarze 2260 km kw., obejmuje wyspę Alonissos, 6 okalających ją od północy i wschodu wysepek (Kira Panagia, Gioura, Peristera, Psathoura, Skantzoura, Piperi) oraz 22 isletki i odpryski skalne. Na wodach wokół wysepek panuje cisza i zakaz pływania na silniku – tam właśnie, w podwodnych jaskiniach, kryją się płochliwe mniszki śródziemnomorskie - zagrożony wyginięciem gatunek fok. Rybacy opowiadają, że zimą łatwo je napotkać w wodach wokół Sporad (ja osobiście widziałam mniszkę z pokładu statku wycieczkowego u wybrzeży Evii, niedaleko portu Pefki, pod koniec maja parę lat temu).



Wyspa Peristera widziana z drogi do Gerakas
Najatrakcyjniejszy, widokowy odcinek drogi przecinającej interior Alonissos, zaczyna się około 13-tego kilometra na północ od Patitiri – asfalt wije się wysoko ponad wybrzeżem, wśród łanów pachnącego oszałamiająco czystka i zachwycających panoram morza 
i wysepek po wschodniej stronie.
Widok na wysepki u wschodnich wybrzeży Alonissos. W ich podwodnych grotach mieszkają foki.
Interior Alonissos z widokiem na wyspy Kira Panagia i Gioura u północnych wybrzeży 

Gerakas: plaża i przystań kutrów. Tutaj kończy się droga przez interior Alonissos
Gerakas na północnym krańcu to osłonięta od morza zatoczka z maleńkim portem i kamienistą plażą. Największą atrakcję Alonissos, w postaci stolicy wyspy (zwanej Alonissos, Paleo Chorio lub Liadromia), zostawiamy na deser.
Paleo Chorio o zachodzie słońca

Uliczka Paleo Chorio
Miasteczko, prawie niewidoczne od strony morza, wisi na stromym zboczu ponad wąskimi, przypominającymi fiordy zatoczkami zaledwie 4 km od Patitiri. Zabytkowe domy (z których większość ucierpiała w trzęsieniu ziemi w 1965 r.) zostały starannie odnowione. Ich różnokolorowe, pastelowe elewacje znacznie odbiegają od wyspiarskich standardów.  Podejrzewam, że większość kolorowych domów należy do cudzoziemców – mają podejrzanie posprzątane podwórka (w odróżnieniu od domostw greckich, które są wewnątrz dopieszczone a na zewnątrz najczęściej toną  w śmieciach. Paleo Chorio ma uroczą (i skomercjalizowaną do szpiku kości) główną ulicę i sieć zaułków, w których stoją autentyczne zabytkowe domy. Mogę powiedzieć, że należy do najatrakcyjniejszych miasteczek Sporad.

W Paleo Chorio
Wieczorem wracamy do Patitiri; przez pomyłkę trafiamy do sąsiedniego Votsi – bajkowej zatoczki z plażą i eleganckimi willami wśród sosen.

Przypadki, które graniczą z magią
Kamienny kościółek na platii w Paleo Chorio
Wjeżdżamy do portu od drugiej, północnej strony i... wpadamy prawie na pokład jachtu naszych przyjaciół ze Skiros. To się nazywa szczęśliwy zbieg okoliczności! Dzieci witają się radośnie, my, dorośli również. Iwo od rana nudził mnie, żebyśmy już płynęli na Skopelos, aby ich odnaleźć. A tu proszę – sami się odnaleźli. Kapitan zaprasza nas na pokład. Dzieciaki znikają gdzieś w porcie, dorośli zasiadają na pogwarki przy lampce czerwonego wina. Rozmowy jak zwykle przeciągają się długo w noc. Konkluzja jest następująca: nazajutrz o 13.00 wypływamy razem na Skopelos.Następnego dnia rano jedziemy jeszcze raz na drugi koniec wyspy. Jest to o tyle istotne, że Iwo poprzedniego popołudnia nauczył się prowadzić Hondę, którą wypożyczyłam, i tak bardzo zapalił się do jazdy, że wynikły z tego nawet małe nieprzyjemności.
Pierwsza samodzielna jazda na skuterze 
Poprzedniego wieczora mój jedenastoletni nastolatek tak ochoczo śmigał na motorku po porcie, że został przyłapany przez właściciela wypożyczalni. Ten przyszedł do mnie bardzo zafrosowany, tłumacząc, że grozi mu więzienie nie tylko za to, że wypożyczył mi motorek na podstawie prawa jazdy kat. B, ale że w dodatku jeździ na nim jedenastoletnie dziecko... Co ja poradzę na to, że przepisy nie uwzględniają przypadku dużych jedenastolatków wyjątkowo uzdolnionych w kwestii prowadzenia pojazdów...
Podczas drugiej wyprawy na północ Alonissos trafiliśmy na zbiornik wody ukryty między wzgórzami na totalnym odludziu. Właścicielka naszego hotelu (przesympatyczna Włoszka, żona Greka) wyjaśniła, że jest to rezerwuar słodkiej wody ze źródła. Powiedziała też, że stacja odsalania wody morskiej (która płynie z kranów) znajduje się nieopodal Agios Dimitrios w północnej części wschodniego wybrzeża wyspy.
Na Alonissos miałam jeszcze jedną przygodę: zapomniałam zabrać dowód osobisty z recepcji hotelu. Zorientowałam się dopiero za dwa dni, na wyspie Skopelos. O 22.30 zadzwoniłam do hotelu Pleiades, którego właściciel poinformował mnie, że oddał dokument na policję. Bardzo ucieszył się, że zadzwoniłam, mówił, że wręcz na to czekał. W ciągu 20 minut załatwił na policji, że mój dokument zostanie wysłany katamaranem, który przypłynie do naszego portu nazajutrz rano. Miałam za zadanie odebrać zapieczętowaną kopertę w limenarchio. Tak też się stało.

...a statek płynie...
O 13.00, zgodnie z umową, stawiliśmy się z walizką na jachcie Kapitana Krzysztofa. Wkrótce pożegnaliśmy Patitiri i wzdłuż zachodnich wybrzeży wyspy udaliśmy się w kierunku Skopelos.

Skopelos
Dlaczego Skopelos?
Druga największa wśród Sporad (95 km kw.) cieszy się reputacją najpiękniejszej; najlepszą reklamą dla niej jest musical Mamma Mia!, któremu użyczyła bajkowych plenerów.  
Moja ukochana plaża Hovola z widokiem na wyspę Skiathos

Zresztą mieszkańcy Sporad w pewnym stopniu skorzystali z możliwości – kilka biur ze Skopelos i Skiathos organizuje specjalne rejsy i wycieczki śladami filmu. Obejmują one głównie kościółek Agios Ioannis na samotnej skale oraz plaże, m.in. Kastani, Amarantos i Glisteri. 
Osobiście jestem bardzo  ciekawa wyspy, zwłaszcza miasteczka Glossa, które widuję od wielu lat z daleka. Chciałabym też spędzić więcej czasu na lazurowo-białej plaży Hovola, którą znam z rejsów wycieczkowych z Elisabet Cruises.


Zarzucamy kotwicę, by popływać w morzu 
Oswajanie Skopelos
Na pokładzie jachtu kapitana Krzysztofa zbliżamy się do zachodnich wybrzeży wyspy. Jej strome, wyniosłe brzegi, porośnięte przez gęste lasy sosnowe, znaczą liczne zatoczki i jaskinie morskie. Kiedy podpływamy bliżej, otwierają się one w prześliczne białe plaże o krystalicznej turkusowej wodzie. 


Morze w okolicach plaży Glisteri
W końcu dopływamy do portu Loutraki u stóp miasteczka Glossa na północnym krańcu wyspy. Do portu zawijają promy i katamarany z/do Skopelos i Skiathos. Obok portu jest malutka półdzika marina, gdzie cumujemy jacht. Tuż obok, wśród rządku domków przy marinie, znajduję śliczne mieszkanko z tarasem ponad morzem. Ważne jest, żeby taras pomieścił 4 osoby, ponieważ zaprosiłam załogę na herbatę z czystka i przysłowiową lampkę wina. Właścicielka, Konstantina, zaopatruje nas we wszystko, począwszy od cytryn, rosnących na drzewku przed wejściem, po domowy miód i oliwę.

Skopelos: klify, białe kamyki i turkus morza
W wiosce jest super market, w którym jak się okazuje, można kupić butlę do kuchenki gazowej, a także wypożyczalnia samochodów i motorowerów. Autobusy odjeżdżają kilka razy dziennie do Glossy i Skopelos. Glossa leży ok. 4 km ponad nami a stolica, Skopelos, ok. 30 km dalej, na przeciwległym krańcu wyspy. Skopelos ma dość dobrze rozwiniętą sieć dróg, w tym ok. 35 km asfaltu; większość biegnie wzdłuż zachodniego wybrzeża (ułatwiając dostęp do najpiękniejszych plaż wyspy). Przez środek interioru poprowadzono niedawno nową drogę z Nea Klima- Elios do stolicy, biegnącą przez lasy sosnowe południową granią góry Delphi (660 m n.p.m.). Inna droga, wąska i kręta, lecz asfaltowa, biegnie z Glossy na wschód, do samotnej skały wystającej z morza, zwieńczonej kapliczką Agios Ioannis. Miejsce to rozsławiła po świecie scena ślubu z musicalu Mamma Mia! 
Charakterystyczną cechą Skopelos jest gęsta sieć dobrych (czyli dość równych) dróg gruntowych, które wiją się wśród gajów oliwnych i lasów, docierając do samotnych rezydencji i malutkich osad w górach. Kapitan Krzysztof radzi, abyśmy wypożyczyli na objazd wyspy Fiata Panda, który ma dość wysokie zawieszenie i dobrze radzi sobie na szutrowych drogach. Tak też robimy. Pan w wypożyczalni w Lutrakach życzy sobie 40 € za dobę argumentując, że tutaj on dyktuje ceny, a nie klienci. Ostatecznie biorę Pandę za słoną cenę 35 €.
Dzień kończy się przy herbatce, winku i muzyce na naszym uroczym tarasie. W blasku świec, które znalazłam w szafce kuchennej, rozmawiamy o ważnych sprawach, w tym o wychowaniu dzieci. Kapitan przytacza znamienną myśl, że wychowanie jest jak napinanie cięciwy łuku – do 14 roku życia pociechy. Później, jak strzała, dziecko już samo szybuje w życie, a my, rodzice, możemy się tylko przyglądać...
Zachodnie wybrzeża Skopelos. Widok na wysepki Dasia i Strogilo
Wokół Skopelos
Rano żegnamy się z kapitanem i przesympatyczną załogą. Oni mają w planie plaże Skiathos, port Pefki na Evii i może Achilion na kontynencie, zanim dopłyną do Wolos, a stamtąd w drogę do domu. My udajemy się na objazd wyspy.
Strome serpentyny z Loutraki pną się do odległej o 3 km Glossy, dużej, białej wsi wtulonej w zielony stok wysoko ponad morzem. Mamy zamiar wrócić tu na słynny zachód słońca. Za Glossą skręcamy wąską drogą na wschód (ok. 5 km; na mapie zaznaczono ją jako gruntową, tymczasem okazuje się, co prawda nieprawdopodobnie wąską i krętą, ale jednak asfaltówką), która prowadzi do legendarnej kapliczki Agios Ioannis, uwiecznionej w filmie Mamma Mia! Droga okazuje się niesamowicie malownicza, zbiega ku wybrzeżu wśród lasów, gajów oliwnych, migdałowców i figowców. Co kawałek oferuje zapierające dech widoki na morze i brzeg najeżony śnieżnobiałymi skałami. Kończy się parkingiem z tawerną. 

Samotna skała z kapliczką Agios Ioannis
Sztuczna grobla łączy brzeg z samotną skałą, na której wzniesiono kościółek. Można się doń wspiąć po 92 stopniach. Na szczycie demaskujemy filmową mistyfikację: otóż kościółek św. Jana, w którym odbył się ślub Meryl Streep z Pierce’m Brosnanem, okazuje się maleńką kapliczką, w której za żadne skarby nie zmieściłoby się tyle gwiazd, co na filmie. Istotnie, sceny we wnętrzu nakręcono w całkiem innym kościółku...
Po powrocie na główną szosę tankujemy auto za 10 € (tyle paliwa wystarczy na objazd całej wyspy), po czym, zgodnie z radą Kapitana Krzysztofa, zjeżdżamy za Elios w wąską betonową drogę na wschód, która po chwili staje się nową, dość szeroką asfaltówką o doskonałej nawierzchni. Biegnie ona środkiem interioru, wśród sosnowych lasów po zachodnich zboczach najwyższej na wyspie góry Delphi (680 m n.p.m.). Od szosy tej odchodzą liczne drogi gruntowe, raj dla czteronapędowców lub dla piechurów.  A propos piechurów, Skopelos jest idealnym miejscem do trekingu – na wyspie wyznaczono dziesiątki kilometrów szlaków turystycznych wiodących wśród sosnowych lasów, łąk, gajów oliwnych, do niezliczonych monastyrów, kapliczek, wijących się po górach i zbiegających ku dziewiczym zatoczkom na wybrzeżu. Zaczynam sobie marzyć, że wrócę na Skopelos w kwietniu lub maju, kiedy upały nie psują przyjemności wędrówki, a barwne kwiecie w każdym zakątku cieszy oczy i serce.

Stolica Skopelos, zwana równobrzmiąco: Skopelos lub Chora
Nasza malownicza droga kończy się ponad stolicą wyspy, Chorą czyli Skopelos. Zamiast jednak zjechać do miasteczka, udajemy się drogą na północ, w kierunku plaży Glisteri, uwiecznionej we wspomnianym musicalu. Tchnie spokojem i zachwyca kolorem morza.
Do stolicy wyspy opuszczamy się stopniowo ze stromych zboczy, skąd roztaczają się atrakcyjne panoramy miasteczka położonego amfiteatralnie nad zaciszną, mocno wciętą w ląd zatoką. Nic dziwnego, że w tym miejscu powstał główny port wyspy. Przy nabrzeżu widzimy przycumowany prom Achilleas – naszego dobrego znajomego z wyspy Skiros.
Kiedy wysiadamy z auta przy starym porcie rybackim (dziś marinie jachtowej) stwierdzamy jednogłośnie, że miasteczko Skopelos wygląda prawie identycznie jak dobrze nam znany od wielu lat port Skiathos.

Zabytkowa część Chory 
Tyle, że wydaje się znacznie większe. Schody nad portem pną się ku białemu kościółkowi Panagitsa tou Pirgou, zbudowanego na dawnym weneckim bastionie. Wyraźnie widoczne weneckie fortyfikacje ciągną się wzdłuż klifu na północ od portu, okalając od strony morza najstarszą, najbardziej malowniczą część miasteczka. Chora słynie z zabytkowych kościółków – podobno jest ich tutaj sto. Najbardziej godne uwagi (Ag. Athanasios, Evangelistria, Ag. Nikolaos) stoją wzdłuż dawnych murów obronnych.

Kolor morza w zatoce Agnontas
Niestety, wściekły popołudniowy upał skutecznie zniechęca nas do dłuższego spaceru. Zamiast tego siadamy w cienistym ogródku tawerny Paleo Plio, gdzie zamawiamy pieczeń z kozy (wyśmienitą) i gemista (mniej wyśmienite).
Po obiedzie żegnamy Chorę z zamiarem poszwędania się po drogach interioru. Dzielnie zbaczam z asfaltu na równą, lekko piaszczystą drogę gruntową. Jesteśmy gdzieś bardzo wysoko ponad morzem, drogowskazy pokazują Pefkies i Panormos. Znaczy, że ta plątanina szutrów kończy się gdzieś nad zatoką Panormos. Jedziemy. Gdzieś w środku lasu zaczepiają nas Włosi w dżipie, którzy z błaganiem w głosie pytają nas o Panormos. 

Panormos raz jeszcze
Uświadamiam ich, że jakkolwiek mamy auto na greckich znakach, to jesteśmy turystami, tak jak oni. W końcu droga robi się trochę mniej równa, stroma, kamienista. W końcu wiem, po co wypożyczyłam tę pandę na wysokim zawieszeniu... Kiedy już tracimy nadzieję, że kiedykolwiek wydostaniemy się z terenowego labiryntu, nagle wyjeżdżamy na drogę asfaltową nieopodal ślicznej zatoki Agnodas. 
Teraz ruszamy wygodną szosą wzdłuż zachodniego wybrzeża, ciesząc się najpiękniejszymi plażami wyspy: Panormos, Milia, Kastani, Hovolo, Armenopetra... 



Plaża w zat. Panormos
Kiedy około 18 wracamy do naszego mieszkanka mamy silne przekonanie, że odpoczniemy trochę a potem pojedziemy do Glossy, aby zjeść kolację w jednej z tamtejszych słynnych z jakości tawern a także pooglądać opiewany szeroko widok zachodzącego słońca. Niestety, Morfeusz unicestwia nasze plany. Budzimy się po zapadnięciu zmroku.

Morze w okolicach przylądka Andrina
Wieczorem mamy jeszcze trochę czasu, aby oddać auto i porozmawiać z naszą sympatyczną właścicielką. Konstancja na pożegnanie pozwala nam narwać cytryn z rosnącego przed domem drzewka. Owoce są wyjątkowo dorodne – zwierzam się jej, że posiadanie takiego drzewka koło domu jest jednym z moich największych marzeń. Dziwi się – nie wie, że cytryna jest cudownym lekarstwem na rozliczne dolegliwości, a jej otarta żółta skórka – pozbawiona chemikaliów – to wspaniały antyoksydant i niezrównany dodatek do wielu potraw.
Plaża Milia - mówią, że najładniejsza na wyspie
W nocy budzi mnie sztorm (a przecież wieczorem morze było gładkie san ladi – jak oliwa, jak zwykli mawiać  rybacy). Jest to o tyle niepokojące, że nazajutrz rano wypływamy w kierunku wyspy Skiathos. Na szczęście Kapitan Krzysztof zostawił nas tutaj a nie w porcie Skopelos. Z portu Loutraki na Skiathos katamaran (na który mamy bilety: 10€ dorośli, 5€ dzieci do lat 10.) płynie około 15 minut. 
Klify, sosny, biel i błękit... Hovolo raz jeszcze
Rano sytuacja nie ulega zmianie: 8 stopni w skali Beauforta. Limenarchio informuje, że rejs nie został odwołany. Przekonuję Iwa, że lepiej, abyśmy tradycyjne śniadanie zastąpili łyżeczką imbiru i wodą. Nie lubię choroby morskiej. Przeszłam ją tylko raz, ale za to przez całą noc. Nie było fajnie.

...i ostatni raz
W porcie jest coraz więcej osób z walizkami. Kwadrans po planowanym czasie przybycia nasz zielony katamaran Flying Cat 6 pojawia się na horyzoncie – niczym zabawka miotana przez wielkie fale. Jednak dzielnie wpływa do portu i zabiera nas na pokład. Wchodząc słyszę tylko, jak jeden z członków załogi mamroce pod nosem: ludzie, co was podkusiło pływać w taką pogodę...
W kabinie, która wygląda jak wnętrze wielkiego samolotu, nastrój mało podniosły. Ludzie bladzi jacyś, patrzą spode łba. Ruszamy. Katamaran wspina się na ogromne fale, po czym zjeżdża z nich w przepaść – i to nie jest fajne. Co zjeżdża, to po kabinie niesie się odgłos torsji. My z Iwem trzymamy się dobrze, nie mamy nawet mdłości. Z trudem opanowujemy śmiech, słysząc rzygający chór wokół. Panie stewardessy biegają rozdając chętnym firmowe woreczki na wymioty z nadrukiem Hellenic Seaways, pełne zbierają do wielkich plastikowych toreb. Dobrze, że nie płyniemy na Kretę – zauważa mój nastolatek. 
Okolice Elios
Kiedy kapitan oznajmia przez głośniki, że właśnie dopływamy do portu Skiathos, rozlegają się odgłosy ulgi. Stewardessa podchodzi i dziękuje pasażerom – chyba za to, że nie zabrudzili dywanów i okien – komentuje Iwo. Jesteśmy znów w porcie Skiathos, tylko że poprzednie trzysta razy przypływaliśmy tu w południe, a teraz jest cichy słoneczny poranek.

Skiathos

Mapa wyspy Skiathos
Dlaczego Skiathos?
Niewielka rozmiarami (45 km kw.) wyspa Skiathos jest renomowanym ośrodkiem wakacyjnym, popularnym zwłaszcza wśród Anglosasów i Skandynawów. 
Wejście do starego portu Skiathos

Oczywiście nie z tego powodu ją odwiedzamy. Przyczyna jest bardziej prozaiczna - z portu Skiathos zabierze nas na stały ląd nasz wieloletni znajomy, Kapitan Kostas. Na pokładach jego flotylli wycieczkowej Elisabet Cruises pływam zawodowo na wyspę od szesnastu lat. Kapitan Kostas i jego załoga to temat na inną opowieść ;). Tym razem po prostu mamy poczekać na jego statek i wrócić do Achilionu. Tak w ogóle Skiathos jest śliczną wyspą, zieloną od lasów sosnowych i gajów oliwnych, oblaną krystalicznym morzem mieniącym się nierealnymi kolorami od turkusu po szmaragd. W licznych zatoczkach, tworzących urozmaicona linię brzegową wyspy, kryje się około 60 plaż różnej wielkości. Te najładniejsze, pokryte delikatnym złocistym piaskiem, lśniącym jak brokat od dużej ilości kwarcu, ciągną się wzdłuż wschodnich i południowych wybrzeży, od portu Skiathos na wschodzie po Agia Eleni i Mandraki na zachodzie. Stolica wyspy jest uroczym biało-błękitnym miasteczkiem, w którym kryje się kilka atrakcji turystycznych. W interiorze tkwi kilka zabytkowych monastyrów. Na północnym, wysokim, dzikim i niedostępnym brzegu, piętrzą się ruiny bizantyjskiego miasta. Tam też znajduje się piękna biała plaża Lalaria ze słynnym łukiem skalnym wyrastającym z morza. Dostępna tylko od strony morza odstręcza ona jednak stale wzburzonym morzem.
Miasteczko Skiathos widziane od mariny jachtowej
Kolejne spotkanie ze Skiathos
Z przystani kierujemy się prosto do zaprzyjaźnionej od lat tawerny Kavouras tuż przy porcie, po to, aby zostawić walizkę na przechowanie. Już bez obciążenia ruszamy w kierunku Bourtzi – porośniętego sosnami cypelka, który oddziela port pasażerski od malowniczej przystani rybackiej, dziś portu statków wycieczkowych.
Wejście do starego portu; na drugim planie Bourtzi
 U wejścia do Bourtzi stoi marmurowy pomnik Aleksandrosa Papadiamantisa, XIX-wiecznego pisarza, który całe życie spędził na Skiathos, opisując życie mieszkańców w pięknych nowelach. Swoje dzieła pisał w demotyku, czyli mówionym języku ludu. Należał do grupy pisarzy i poetów, którzy udowodnili, że w demotyku można tworzyć literaturę, czemu stanowczo sprzeciwiali się rzecznicy katharewousy – zahibernowanego w czasie języka Kościoła i traktatów teologicznych. Papadiamantis stał się więc bojownikiem stuletniej wojny o język, która przetoczyła się przez Grecję w związku ze stworzeniem jej nowożytnej państwowości w I poł. XIX w. W porcie Skiathos, w zaułku nieopodal głównej ulicy Papadiamanti, znajduje się urocze muzeum biograficzne pisarza. Na pięterku domu, w którym mieszkał do śmierci w 1911 roku, zebrano kilka mebli i pamiątek osobistych po pisarzu, a także liczne wydania jego utworów.
Kapliczka Agios Athanasios w okolicach stoczni
Za murem dawnej weneckiej twierdzy Bourtzi znajduje się ośrodek kultury i letni amfiteatr. Wokół cypelka prowadzi ocieniony sosnami deptak. Na końcu cypla jest maleńka skalista plaża okolona opuncjami, a ponad nią urocza kafejka ze stolikami w cieniu sosen. O tej porze słońce świeci delikatnym blaskiem, jest całkiem pusto. 


Maleńks skalista miejska plaża

Nastrojowa kafejka w cieniu sosen na cyplu Bourtzi
Postanawiamy przejść wzdłuż mariny jachtowej i zapuścić się aż do lotniska, którego legendarnie krótki pas startowy (1670 m) zaczyna się prawie nad samym morzem. Owo „prawie” to droga biegnąca z portu do pobliskiej malutkiej stoczni remontowej.  Przy początku pasa startowego, oddzielonego od drogi tylko ogrodzeniem z siatki, zebrało się już kilkanaście osób.  Z aparatami przygotowanymi do strzału wpatrujemy się w przestrzeń powietrzną, skąd powinien nadlecieć samolot. Nie czekamy długo. Wkrótce ponad naszymi głowami z niewiarygodnym hukiem przelatuje Boeing 737, by miękko usiąść na pasie kilkadziesiąt metrów dalej. Przeżycie jest niesamowite. Zapuszczamy się za lotnisko i stocznię, gdzie ze zdumieniem odkrywam słodko-słone jeziorko, podobne jak przy plaży Koukounaries...

Samolot lądujący na lotnisku Skiathos - pas startowy ma 1620 m
 Zabudowa miasteczka Skiathos ciągnie się jeszcze dalej – dopiero teraz widzę dokładnie, gdzie mieszka te ponad 6 tysięcy osób. Z lotniska wracamy do miasteczka z zamiarem wypożyczenia skutera, którym chcemy pojechać w interior wyspy, do monastyru Evangelistria, który dotąd oglądaliśmy tylko z pokładu statku, wysoko ponad nadmorskim wąwozem. 


Park na skalnym cyplu 

Jednak i tym razem nie dane nam będzie obejrzeć na własne oczy cudownej ikony ukrytej w klasztorze. Po prostu w tutejszych wypożyczalniach nie chcą wypożyczyć mi jednośladu na podstawie kat. B. (Trochę ironia losu biorąc pod uwagę, że w wieku 13 lat przyjechałam na Simsonie z Budapesztu do granic Polski...). Wobec takiego obrotu spraw postanawiamy zajrzeć w każdy uroczy zaułek zabytkowej części portu Skiathos. 
Plaża za starym portem
Najładniej jest ponad starym portem rybackim. Klucząc wśród białych domów, w labiryncie wąskich brukowanych uliczek docieramy do skalistego cypelka naprzeciw Bourtzi. Za cyplem jest dalszy ciąg zabudowy miasteczka, ciągnącej się aż do złocistej plaży Megali Ammos– jednej z ponad 60 na wyspie. Z punktu obserwacyjnego na cyplu wypatrujemy statku Kapitana Kostasa, z którym odbędziemy dalszą część podróży. W samo południe Elisabeth Dimitra cumuje w porcie Skiathos. Serdecznie witamy się z załogą. Kapitan zaprasza nas na obiad do zaprzyjaźnionej tawerny Kavouras. Pieczone labraksy, zupa rybna i ośmiornice z grilla, które przygotowuje dla nas Jorgos, szef kuchni, są wyśmienite. O 14.10 opuszczamy port Skiathos. 
Plaża Lalaria widziana z pokładu jachtu
W drodze powrotnej Kapitan Kostas szykuje nam niespodziankę, w postaci pętli wokół wyspy. Standardowa trasa wycieczkowego rejsu na Skiathos wiedzie z portu Achilion  wzdłuż wybrzeży półwyspu Pilion do miasteczka Skiathos a stamtąd na plażę Koukounaries – najładniejszą na wyspie. Jednakże czasem Kapitan zmienia plany, dopływając do plaży dłuższą drogą wokół wschodnich i północnych wybrzeży wyspy. 
Łuk skalny przy plaży Lalaria
Można wtedy zobaczyć m.in. śnieżnobiałe bramy skalne przy plaży Lalaria, wystrzępione mury Kastro – bizantyjskiej osady na szczycie niedostępnego klifu, czy też czeluść jaskini morskiej zwanej Grotą Czarownicy z noweli Papadiamantisa. Te rejony wyspy są dzikie, bezludne i trudno dostępne od strony lądu. 
Ruiny Kastro (na szczycie klifu)  i stateczek wpływający do jednej z grot skalnych (licznych wokół wybrzeży wyspy)

Słońce chowa się za górami wyspy Evii, kiedy dopływamy do malutkiego portu Achilion nad zat. Pagazytyjską. Nasza wyprawa na Sporady nieuchronnie dobiega końca.





Skiathos: Post Scriptum


W mojej relacji wyspa Skiathos została potraktowana trochę po macoszemu. Chyba dlatego, że bywam na niej z nużącą chwilami regularnością od wielu, wielu lat. W każdym sezonie co najmniej osiem razy, a bywało, że co tydzień, przez pięć miesięcy.
Tego roku na wiosnę, podczas chyba sto trzydziestej wizyty na wyspie, udało mi się wreszcie znaleźć czas na to, by wypożyczyć auto i pojeździć trochę po interiorze. Doznałam olśnienia. Dotąd postrzegałam Skiathos od strony wybrzeża i plaż, nieco płasko. Ot, lasy i pagórki w tle wybrzeży. Kiedy jednak wjechałam pomiędzy te pagórki i lasy, wyspa nagle nabrała dramatyzmu: trzeciego wymiaru. .. ciąg dalszy tutaj

Interior Skiathos



8 komentarzy:

  1. Fantastyczna lektura, świetne pióro, będę tu częstym gościem.Od soboty jestem z wnuczką na Skopelos, niestety, tylko na tydzień :( Dziękuję za cenne informacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi miło... I cieszę się, że dla Pani te informacje są równie cenne, jak dla mnie ;)

      Usuń
  2. Planuję wakacje na Skiathos oraz kilka wycieczek na sąsiednie wyspy. Dzięki za wyczerpujący opis wysp Sporadów Północnych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zabralam sie za planowanie kolejnej greckiej wyprawy. Sporady sa na celowniku .Czy na plazach jest duzo nudystow ? Na Cykladach spotkac ich mozna na kazdym kroku . Mimo tego ze okupuja "wlasne" piekne ( jak nie najpiekniejsze ) plaze to wciskaja sie takze ze swym interesem miedzy tekstylnych ...a wtedy to nawet piwo na szmaragodewj plazy przestaje smakowac .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, na Sporadach nie ma wielu "plaż dla ubogich" - czyli tych, których nie stac na strój kapielowy ;). Najsłynniejsza to Small Banana Beach na Skiathos (nieopodal słynnej plaży Koukounaries). Inny temat to leciwe Brytyjki, które chętnie obnażają swe wdzięki nawet na tekstylnych plażach - ale nie jest to zjawisko nagminne.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani Karolino Jak z Aten najsprawniej i tanio można dostać się na Skiathos?

    OdpowiedzUsuń